Aktualności

2010-02-07 09:48:30

CHWAL SIĘ APARATAMI – HISTORIA PRAWDZIWA

Zapomnij o stygmatach społecznych. Dzisiejsze aparaty słuchowe są ekstra gadżetami, którymi należy się chwalić, twierdzi Alex Ferzis. I wie co mówi, gdyż nosi aparaty słuchowe od dziecka.

Ferzis określa siebie jako przeciętnego 35-letniego Kanadyjczyka, który nosi aparaty odkąd pamięta. Dzisiaj jest specjalistą ds. planowania pracującym w stolicy Grecji, Atenach, gdzie mieszka wraz z żoną.

Ferzis świetnie sobie radzi dzięki dwóm cyfrowym aparatom słuchowym. Uwielbia czytać, słuchać muzyki i cieszy się zwykłymi przyjemnościami jak obiad w restauracji, podróże i odkrywanie nowych miejsc z rodziną i przyjaciółmi.

Zmiany na lepsze.

Ferzis cierpi na wrodzony ubytek słuchu. Ma ciężki niedosłuch w prawym uchu i średni w lewym. Noszenie aparatów było nieodłączną częścią jego życia odkąd pamięta, ale nastawienie do tych urządzeń zmieniło się przez ten czas.

Pamięta jak w wieku pięciu lat zastosowano u niego aparat słuchowy zauszny, ale dopiero w latach 90-tych technika pozwoliła na zastosowanie cyfrowych urządzeń wewnątrzkanałowych. Są kompletnie niewidoczne.

„Przez ostatnie 15 lat byłem świadkiem niesamowitych przemian związanych z odejściem od aparatów analogowych na cyfrowe. Od tamtej pory noszę dwa aparaty, które znacznie poprawiły moją zdolność rozpoznawania kierunku z którego dobiega dźwięk,” wyjaśnia Alex.

„Miałem 20 lat kiedy stały się na tyle małe, że praktycznie niewidoczne. Skorzystałem z tej przewagi, gdyż nie chciałem, aby ktokolwiek z mojego otoczenia traktował mnie inaczej z powodu wady słuchu. Znacznie polepszyło to mój kontakt z innymi.”

Aparaty są trendy

Alex jest postrzegany jako osoba przyjacielska, z poczuciem humoru i lubiąca towarzystwo, ale jak sam przyznaje, ubytek słuchu miał wpływ na kształtowanie się jego osobowości. Nawet będąc dorosłym, często czuje się niezręcznie w określonych sytuacjach i robi się nieśmiały.

„Chociaż byłem wzorowym uczniem miałem momenty, kiedy nie chciałem aby inni wiedzieli o moim niedosłuchu w obawie przed stygmatyzacją,” tłumaczy.

Ale teraz jest inaczej. „Zrozumiałem, że niedosłuch nie jest niepełnosprawnością z którą nie można sobie poradzić, a już na pewno nie jest powodem do oceny czyjejś osobowości lub zdolności. Każdy z nas ma swoje mocne strony i słabości. Rok temu, nawet stwierdziłem, że klasyczne aparaty zauszne lepiej się sprawdzają przy moim niedosłuchu (który to nie pogorszył się w ostatnich latach) i zamówiłem zestaw zapasowy z chromowaną powłoką. Nie noszę ich na co dzień, ale są znacznie bardziej „trendy” niż te, których się używało jak miałem pięć lat. Są w zasadzie jak modna biżuteria lub zegarek.

Niestety podczas podróży po świecie Alex doświadczył różnych reakcji społecznych na niedosłuch.

„Z doświadczenia wiem, że społeczna akceptacja aparatów słuchowych jest większa w Kanadzie i Wielkiej Brytanii niż w Grecji, gdzie obecnie żyję. Należy jednak pamiętać, że stygmatyzacja społeczna jest powiązana z tym jak sami niedosłyszący postrzegają siebie. Wiara we własne możliwości pozwala przezwyciężyć braki akceptacji ze strony otoczenia.

W Polsce mniej różowo

Niestety w naszym kraju sytuacja wygląda dramatycznie. Na siedem osób ze wskazaniem do noszenia aparatów słuchowych tylko jedna decyduje się zaopatrzyć się w te urządzenia. Pozostali nadal uważają, że założenie aparatu jest powodem do wstydu i chcą jak najdłużej ukryć swoją wadę słuchu przed innymi. Prawda jest taka, że wynik takiego postępowania jest odwrotnie proporcjonalny do zamierzeń. Brak zdecydowanych działań w kierunku polepszenia swojego słuchu ma negatywny wpływ na życie rodzinne jak i zawodowe. Powoduje problemy w komunikacji w pracy i pomiędzy najbliższymi prowadząc do niezrozumienia i konfliktów. Niech historia Pana Alexa będzie natchnieniem dla wszystkich, którzy czują lęk przed aparatami, aby odnaleźli w sobie odwagę i przełamali strach przed stereotypowym myśleniem.

źródło: hear-it.org

Powrót