Aktualności
SZKODLIWA PRZYJEMNOŚĆ?
Miłośnicy szybkiej jazdy po autostradzie w kabrioletach z opuszczonym dachem narażają się na poważne uszkodzenie słuchu - dowodzą najnowsze badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii.
Jazda kabrioletem ze złożonym dachem i towarzyszący temu szum powietrza według wielu jest uczuciem jedynym w swoim rodzaju, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że może doprowadzić do poważnego uszkodzenia słuchu.
Badania przeprowadzone w Anglii miały na celu ustalić natężenie dźwięku na jakie narażony jest kierowca podczas jazdy kabrioletem z opuszczonymi szybami przy prędkościach 80 km/godz., 100 km/godz. oraz 120 km/godz. Do badania wykorzystano siedem różnych modeli samochodów.
“Najgłośniejszy hałas zarejestrowano przy najwyższej prędkości i wynosił 89 dB. Natężenie tego rzędu może spowodować permanentny ubytek słuchu” - twierdzi Philip Michael, chirurg-laryngolog i autor badania.
Szyby do góry
Badacze sprawdzili również czy podniesienie szyb ma wpływ na ilość decybeli bombardujących uszy miłośników wiatru we włosach. Przy prędkości 120km/godz. średni poziom hałasu spadł do 84 dB.
Trzy lata temu tygodnik AUTO ŚWIAT przeprowadził testy samochodów wielu marek - od małych aż po limuzyny. Na stanowisku pomiarowym okazało się, że miękki dach słabo tłumi zewnętrzne hałasy. Dla tych, którzy chcą chronić swoje uszy zdecydowanie lepszy jest wybór samochodu z dachem twardym. W teście przeprowadzonym przez gazetę okazało się, że hardtop obniża pozom docierających z zewnątrz dźwięków o nawet 10 dB. Zatem jeżdżąc samochodem wyposażonym w softtop jesteśmy narażeni na hałas wyższy o wskazaną liczbę! Niewiele, powiecie. Jadąc jednak z prędkością 160 km/h odczujecie to jako hałas mniejszy o połowę! Pamiętajcie, to jednak wciąż jest tak jakby w drodze towarzyszył nam pracujący młot pneumatyczny. Po takiej jeździe nie dziwcie się, że odczujecie dyskomfort słyszenia. Zapracowaliście na ubytek słuchu!
Prowadzone przez AUTO ŚWIAT testy miały miejsce w 2007 roku, jednak współczesne badania z Wielkiej Brytanii dowodzą, że niewiele się w tym względzie zmieniło. Aktualna jest zatem konkluzja red. Michała Krasnodębskiego, którą zacytujemy, bo w pełni się pod nią podpisujemy: ”W samochodzie bywa głośniej niż w hali fabrycznej. Biorąc pod uwagę fakt, że długotrwały hałas o natężeniu 65 decybeli jest szkodliwy dla zdrowia, powinniśmy prowadzić samochód w ochraniaczach na uszach! Nawet luksusowa limuzyna potrafi być niekiedy dwa razy głośniejsza. Oczywiście, do wszystkiego można się przyzwyczaić, jednak to nie jest wyjście. To fakt, że samochody stały się cichsze. Klasa S z lat osiemdziesiątych (typ W126) przy prędkości 180 km/h katowała uszy hałasem o natężeniu 85 dB lub więcej. Najnowsza generacja jest o połowę cichsza. Ale to jeszcze zbyt dużo. W dobie wszechobecnegopędu i pogoni za codziennymi sprawami auto bywa miejscem, gdzie chcielibyśmy zaznać spokoju. Dlatego nadal apelujemy do producentów: dajcie nam wreszcie upragniony spokój!”.



















